poniedziałek, 7 marca 2011

NOCNE BLOGOWANIE II

Kilka myśli weekendowych przyleciało do mnie razem ze słońcem... tak bardzo już napawającym wiosennie ;)
a skoro o słońcu to FotoLift w Piaskownicy ma być słoneczny nieco - taka moja próba:

zmierzenia się z tematem...
W tych kolorach siebie ostatnio odkrywam ;) Kolorowe odkrycie dzisiejszego dnia to także: "Ten fiolet to genialny kolor - do wszystkiego pasuje;) "
A dziś bawiłam się łączeniem fioletu z... hm... błękitem ? turkusem? (ja uważam że to turkus) ;)
Oto efekty tych łączeń:

Dziobakowa broszka, wsuwki które od zawsze uwielbiałam we wszystkich dostępnych kolorach - najbardziej uniwersalne w kolorze włosów ;) a kolczyki... to nieco na wyrost turkusowy koralik z fioletem;)
Najważniejsze, że radości ogrom przyniosło oderwanie się od zleceń, zadań i poleceń i od studenckiego zgiełku. To była wyjątkowa Niedziela ze spacerkiem po 'betonowym mieście'
i z zasadzeniem 'Wyjątkowego Hiacynta" bo wiosny chcę już bardzo i zapragnęłam by coś tutaj zakwitło:) to jednak temat owiany tajemnicą ;) Bo lubimy przecież tajemnice :)

Na koniec podzielę się jeszcze pewną zaskakującą propozycją. Otóż jeśli starczy sił i chęci a także zaangażowania i cierpliwości obu stron :) raz w miesiącu będzie można poczytać pisane przeze mnie zdania do GAZETY :) Otrzymałam propozycję dzielenia się małymi twórczymi formami. Jeśli wiec wszystko zakończy się pomyślnie z nadchodzącym - kwietniowym miesiącem w owej gazecie będzie można mnie przeczytać. Teraz jeszcze sza...
Bo lubimy przecież tajemnice :) :)

Po słonecznej Niedzieli nie pozostaje mi nic innego jak życzyć SŁOŃCA bez KOŃCA i NIEBA bez CHMUR ;)
>|<

NOCNE BLOGOWANIE I

Nie będę stale pisać, że nadrabiam zaległości, bo robię to permanentnie i szkoda to ciągle powtarzać. Nie chce także składać obietnic bez pokrycia, że to się zmieni - bo wiem, że tak nie będzie.
Postanowiłam jednak podzielić się z 'TuZagladaczami’ moim Jarmarkowym debiutem.
Otóż dzięki... (jak to się pisze?) uprzejmości? ach, tak... dzięki uprzejmości N. mogłam zaistnieć na Kaziukowym Jarmarku odbywającym się w okolicach 'betonowego miasta'.
Sobotnie prezentowanie swoich prac poprzedziłam wzmożoną pracą - przeplataną oczywiście pracą zawodową, imprezami urodzinowymi, konferencjami i innymi sprawami, podczas których kołatała myśl - mało czasu, mało czasu... Noc przed Wielkim Debiutem zakończyłam koło 4 nad ranem. Brak reakcji na dźwięk dzwoniącego po trzech godzinach budzika był przewidywalny. Poranek, zatem nieróżniący się od  pozostałych - morderczy bieg do środka komunikacji miejskiej i podmiejskiej mającego mnie dowieść na upragniony rynek.
Po odnalezieniu przysługującego mi stolika i kawałka tamtejszej ziemi rozłożyłam moją skromną kolekcje i w promieniach słońca oczekiwałam pierwszego Klienta;)
Klient pierwszy się pojawił - uff... byli też i jego następcy (czasem nieco podstawieni:) ). Z nadchodzącą tłumnie między Jarmarkowe stragany Klientelą odchodziło od nas słońce. Nadchodziło natomiast zwątpienie i chęć ukrycia się w domowym cieple. Udało się jednak dotrwać do końca - pewnie dzięki mocy, jaką dostarczała MANDARYNKOWA termosowa herbata. (Dziękuję!)
Cóż powiedzieć… Jarmarkowe stragany nie tylko przepełnione wyrobami do ‘oddania’ w lepsze ręce;) ale także zaskakującą życzliwością i skłonnością do dzielenia się własnym doświadczeniem. Naprawdę miłe to, że obcy człowiek chce zdradzać tajniki swojego fachu, który także ja nieudolnie (w porównaniu z ogromnym doświadczeniem) próbuję wykonywać.
Jarmark ten to również garść zaskoczeń, miłych spotkań, rozmów i… przemarzniętych stóp.

Posyłam szerokie uśmiechy tym, którzy do swych ciepłych domów zanieśli wyroby nie tylko z Litewską metką, ale także oznakowane ważkowym fioletowym skrzydełkiem.

Ukłon dla J. która uraczyła mnie ważkowym do usznym ozdobnikiem. Chętni by poznać cóż to było zaproszeni do pooglądania. 
Mimo wzmożonych prac i przed jarmarkowej gonitwy kilka smakowitości powstało.
Dalej z serii: 'nie wymagające pieczenia'.
Podpowiadany przez znajomych przepis na ciasto z budyniem na soku pomarańczowym z delicjami - znaleziony także w sieci (zmodyfikowany - zamiast pieczenia biszkoptowego spodu rozłożyłam szczelnie biszkopty)
faza wstępna


efekt końcowy
Polecam - bo budyń na soku jest zaskakujący:)

Kolejnym tworem - tym razem dla fanów białej czekolady są trufle:
Tymi słodkościami ośmielam się zakończyć moje nieco za długie OpowieściDziwnejTreści.

PS. W niedalekiej przyszłości ujawnię jakie to wytwory skrzydeł stanowiły moją skromną kolekcję ;)

sobota, 12 lutego 2011

SOBOTNIE PIŻAMOWANIE

Uwielbiam takie weekendy kiedy mam możliwość piżamować do południa.
I dziś to była właśnie taka sobota.
Niby termin egzaminu - ale dopiero o godzinie 16 :)
Porankowe olśnienie blaskiem słońca przebijający przez zasłonięte okno wprawiło mnie w bardzo! dobry humor! Wstałam więc bez marudzenia już! koło 9 :) Nie jest to równoznaczne z ubraniem się i pościeleniem łóżka. O nie!
Postanowiłam na śniadanie zrobić sobie przypominającą dzieciństwo kaszę mannę czy jak kto woli - manną. Uwielbiam ją z malinowym syropem :)


Widać na zdjęciu ową piżamę, kaszkę i górę notatek - cóż sesja trwa.
Po dzisiejszym egzaminie mogę jedynie powiedzieć, że spotkałam się pierwszy raz z tak... powiedzmy... 'nieprofesjonalnie' przygotowanym testem. Zobaczymy. Nie ma co wyrokować - jutro kolejny egzamin.

Dołączam się także do zabawy fotograficznej w Art-Piaskownicy. Choć nie dysponuję żadną ciekawą podłogą, ani dziecięcymi stopami... to jednak się upieram i dołączam:
Wracam do notatek, bo na jutrzejszy egzamin także nieco muszę jeszcze doczytać.

pozdrawiam-
ważka w trybie sesyjnym

niedziela, 6 lutego 2011

NADRABIAM ZALEGŁOŚCI CZ II

Tak, dziś druga część zaległości. Te są nawet nieco starsze - bo Mikołajowe jeszcze, aż wstyd się przyznać ;) ale nie wszędzie Mikołaj miał łatwą drogę dotarcia...
I dopiero dziś zostały rozdane:
Gra planszowa - popularnie zwana 'Chińczykiem'. Zrobiona w całości przeze mnie (poza kostką do gry - bo jak dziś ustalaliśmy mogłaby być nieco przekłamana)
 Jak widać pionki ulepione są z masy termoutwardzalnej 'fimo'. Każda z obdarowanej czwórki osób ma szczególnie do siebie dobrany komplet 'pionków'. Plansza w ulubionym kolorze;) Mocno symboliczne - co tu dużo mówić.
Kolejny prezent już bardziej filcowy - broszka:
Nie jest ona mego pomysłu. Pewnikiem gdzieś podpatrzona. Gdzieś zawężę wyłącznie do blogów widocznych po prawej stronie pod hasłem: filcowo.

Kolejne całkiem już filcowe:
Frywolny komplet czarno-czerwony, dla M.
Breloczkowy ochraniacz na klucze - dla głowy Rodziny MMS-ów - M.
i ostatni prezent to ścianowy ozdobnik - może nad łóżeczko małego Stasia:
I to tyle z prezentów nie wręczonych - do dziś ;)


Ostatnia zaległość to kulinarne odkrycie: kulki ze skondensowanego mleka
PRZEPYSZNE i nie wymagają piekarnika. Zgodnie z tym co napisała Autorka dobrze jest je zamrozić. Naprawdę nabierają wtedy innego smaku. Ja część zrobiłam zgodnie z poleceniem. Drugą połowę jednak chciałam dla złamania słodkości zalać nieco gorzką czekoladą - z otartą skórką pomarańczy. Jednak nie udało mi się w czeluściach internetu znaleźć przepisu na takową (no poza 'kup gorzką czekoladę i rozpuść w garnuszku') więc była owszem pomarańczowa ale i słodka - niemiłosiernie. Ale po zamrożeniu jest Świetna!!!
Polecam!
Tyle. Mam już bardzo, bardzo mało zaległości :) albo i możliwości by je sfotografować i jeszcze je pokazać.
Zatem obiecuję - kolejne to już nowe prace.
Dobrej nocy >|<

NADRABIAM ZALEGŁOŚCI

Mam tutaj masę zaległości - ale odwołując się do poprzedniego postu - nic się nie zmieniło. Do owego magisterskiego czasu doszedł jeszcze czas sesyjny...
Mimo wszystko jednak w całym tym wariactwie trochę czasu udaje się wyszarpnąć.
Na początek kulinarne twory:

znów mandarynkowo, więc znów odwołuję się do TEGO miejsca (przepis znaleziony)
ciastka genialne! i można nabyć ciekawej umiejętności - ścierania skórki z mandarynki;)

W między czasie powstały także naleśniki ze szpinakiem z sosem z sera pleśniowego - celowe jest umieszczenie tak rozbudowanej nazwy ponieważ z jej całej dla mnie rzecz jadalna kryje się wyłącznie ze słowem naleśniki - o jakież było moje zdumienie gdy okazało się inaczej. Ja zamiast sera rokpol dodałam błękitny 'lazur'. Zdjęć niestety nie mam - te rozgrywki niestety przegrał Zygmunt - bo jak wiadomo z głodem wygrywa tylko znany serek;)

Kolejne powstały pączki:

trudno je jednak do końca nazwać pączkami bo eksperymentów było jeszcze za mało. Trzeba robić je zdecydowanie grubsze - podwójne kółka najlepiej jest nakładać. Smakują bardzo podobnie do pączków wiedeńskich i są naprawdę łatwe do wykonania. Polecam.

Dalej także będzie twórczo choć... nie kulinarnie.
Powstał kolejny z bohaterów ulicy sezamkowej - ELMO:

za jakość zdjęć odpowiadam ja - i potwornie wczesny świt kiedy je robiłam ;) Kolejnych zrobić nie mogę bo oddaliły się znacząco:)

Z twórczych rzeczy mogę pokazać jeszcze tylko około podróżnicze twory:
otóż wróciłam do robienia na drutach na nowo zachęcona powyższym pismem. Ciekawym jest że o jego pojawieniu się na rynku nie wiem z TV jak większość świata;) tylko z blogów - akcja była szybka i udało się jeszcze w kioskach znaleźć. Tworów powstało kilka powyższe to dość praktyczne wykorzystanie koniecznej według autorów pisma - próbki. Ja zrobiłam próbkę i przerobiłam na telefonowy ocieplacz ;) Nad kolejnymi numerami mocno się zastanawiam bo cena rośnie - jak to zwykle bywa. Kusi mnie jednak nauka nowych ściegów... zobaczy się.

Na koniec tylko dla wytrwałych zostawiam raport z odbytej podróży. Miejsce dość dziwne na zimowe odpoczywanie od biegnącego czasu - ale latem to już zupełnie sobie nie wyobrażam.
Bywa że cieszę się z posiadania Rodziny nieco oddalonej (jeśli o trzystu kilometrach można mówić NIECO).

na dobry początek - by było jasne gdzie mnie poniosło

Poniższe zdjęcia to swego rodzaju tradycja - Pan Ktoś - podróżnik! Poznał już niemal wszystkie większe miasta Polski;)

kilka zaskoczeń i zachwytów:
bezkresem
niezwykłością kamienic
niby zwykły płot... a jednak...
może to sposób na niewielki retusz faktu iż w centrum miasta są dość dziwne prace budowlane

kolor! nie mogłam się oprzeć
Na dowód że tam byłam:) pierwszy chyba raz na zamarzniętym plażowym piasku:

A na koniec moja towarzyszka dworcowego oczekiwania - choć pewnie bardziej towarzyszyła ciastku które zjadałam niż mnie... ale jednak:

Mam jeszcze sporo zaległości. Masę prac do pokazania. Naprawdę nie próżnuję - choć czas na obróbkę i napisanie kilku zdań przychodzi jako ostatni.
Ciepły uścisk dla wszystkich którym udało się dotrwać do końca.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...