Kilka myśli weekendowych przyleciało do mnie razem ze słońcem... tak bardzo już napawającym wiosennie ;)
a skoro o słońcu to FotoLift w Piaskownicy ma być słoneczny nieco - taka moja próba:
zmierzenia się z tematem...
W tych kolorach siebie ostatnio odkrywam ;) Kolorowe odkrycie dzisiejszego dnia to także: "Ten fiolet to genialny kolor - do wszystkiego pasuje;) "
A dziś bawiłam się łączeniem fioletu z... hm... błękitem ? turkusem? (ja uważam że to turkus) ;)
Oto efekty tych łączeń:
Dziobakowa broszka, wsuwki które od zawsze uwielbiałam we wszystkich dostępnych kolorach - najbardziej uniwersalne w kolorze włosów ;) a kolczyki... to nieco na wyrost turkusowy koralik z fioletem;)
Najważniejsze, że radości ogrom przyniosło oderwanie się od zleceń, zadań i poleceń i od studenckiego zgiełku. To była wyjątkowa Niedziela ze spacerkiem po 'betonowym mieście'
i z zasadzeniem 'Wyjątkowego Hiacynta" bo wiosny chcę już bardzo i zapragnęłam by coś tutaj zakwitło:) to jednak temat owiany tajemnicą ;) Bo lubimy przecież tajemnice :)
Na koniec podzielę się jeszcze pewną zaskakującą propozycją. Otóż jeśli starczy sił i chęci a także zaangażowania i cierpliwości obu stron :) raz w miesiącu będzie można poczytać pisane przeze mnie zdania do GAZETY :) Otrzymałam propozycję dzielenia się małymi twórczymi formami. Jeśli wiec wszystko zakończy się pomyślnie z nadchodzącym - kwietniowym miesiącem w owej gazecie będzie można mnie przeczytać. Teraz jeszcze sza...
Bo lubimy przecież tajemnice :) :)
Po słonecznej Niedzieli nie pozostaje mi nic innego jak życzyć SŁOŃCA bez KOŃCA i NIEBA bez CHMUR ;)
>|<
poniedziałek, 7 marca 2011
NOCNE BLOGOWANIE I
Nie będę stale pisać, że nadrabiam zaległości, bo robię to permanentnie i szkoda to ciągle powtarzać. Nie chce także składać obietnic bez pokrycia, że to się zmieni - bo wiem, że tak nie będzie.
Postanowiłam jednak podzielić się z 'TuZagladaczami’ moim Jarmarkowym debiutem.
Otóż dzięki... (jak to się pisze?) uprzejmości? ach, tak... dzięki uprzejmości N. mogłam zaistnieć na Kaziukowym Jarmarku odbywającym się w okolicach 'betonowego miasta'.
Sobotnie prezentowanie swoich prac poprzedziłam wzmożoną pracą - przeplataną oczywiście pracą zawodową, imprezami urodzinowymi, konferencjami i innymi sprawami, podczas których kołatała myśl - mało czasu, mało czasu... Noc przed Wielkim Debiutem zakończyłam koło 4 nad ranem. Brak reakcji na dźwięk dzwoniącego po trzech godzinach budzika był przewidywalny. Poranek, zatem nieróżniący się od pozostałych - morderczy bieg do środka komunikacji miejskiej i podmiejskiej mającego mnie dowieść na upragniony rynek.
Po odnalezieniu przysługującego mi stolika i kawałka tamtejszej ziemi rozłożyłam moją skromną kolekcje i w promieniach słońca oczekiwałam pierwszego Klienta;)
Klient pierwszy się pojawił - uff... byli też i jego następcy (czasem nieco podstawieni:) ). Z nadchodzącą tłumnie między Jarmarkowe stragany Klientelą odchodziło od nas słońce. Nadchodziło natomiast zwątpienie i chęć ukrycia się w domowym cieple. Udało się jednak dotrwać do końca - pewnie dzięki mocy, jaką dostarczała MANDARYNKOWA termosowa herbata. (Dziękuję!)
Postanowiłam jednak podzielić się z 'TuZagladaczami’ moim Jarmarkowym debiutem.
Otóż dzięki... (jak to się pisze?) uprzejmości? ach, tak... dzięki uprzejmości N. mogłam zaistnieć na Kaziukowym Jarmarku odbywającym się w okolicach 'betonowego miasta'.
Sobotnie prezentowanie swoich prac poprzedziłam wzmożoną pracą - przeplataną oczywiście pracą zawodową, imprezami urodzinowymi, konferencjami i innymi sprawami, podczas których kołatała myśl - mało czasu, mało czasu... Noc przed Wielkim Debiutem zakończyłam koło 4 nad ranem. Brak reakcji na dźwięk dzwoniącego po trzech godzinach budzika był przewidywalny. Poranek, zatem nieróżniący się od pozostałych - morderczy bieg do środka komunikacji miejskiej i podmiejskiej mającego mnie dowieść na upragniony rynek.
Po odnalezieniu przysługującego mi stolika i kawałka tamtejszej ziemi rozłożyłam moją skromną kolekcje i w promieniach słońca oczekiwałam pierwszego Klienta;)
Klient pierwszy się pojawił - uff... byli też i jego następcy (czasem nieco podstawieni:) ). Z nadchodzącą tłumnie między Jarmarkowe stragany Klientelą odchodziło od nas słońce. Nadchodziło natomiast zwątpienie i chęć ukrycia się w domowym cieple. Udało się jednak dotrwać do końca - pewnie dzięki mocy, jaką dostarczała MANDARYNKOWA termosowa herbata. (Dziękuję!)
Cóż powiedzieć… Jarmarkowe stragany nie tylko przepełnione wyrobami do ‘oddania’ w lepsze ręce;) ale także zaskakującą życzliwością i skłonnością do dzielenia się własnym doświadczeniem. Naprawdę miłe to, że obcy człowiek chce zdradzać tajniki swojego fachu, który także ja nieudolnie (w porównaniu z ogromnym doświadczeniem) próbuję wykonywać.
Jarmark ten to również garść zaskoczeń, miłych spotkań, rozmów i… przemarzniętych stóp.
Posyłam szerokie uśmiechy tym, którzy do swych ciepłych domów zanieśli wyroby nie tylko z Litewską metką, ale także oznakowane ważkowym fioletowym skrzydełkiem.
Ukłon dla J. która uraczyła mnie ważkowym do usznym ozdobnikiem. Chętni by poznać cóż to było zaproszeni do pooglądania.
Jarmark ten to również garść zaskoczeń, miłych spotkań, rozmów i… przemarzniętych stóp.
Posyłam szerokie uśmiechy tym, którzy do swych ciepłych domów zanieśli wyroby nie tylko z Litewską metką, ale także oznakowane ważkowym fioletowym skrzydełkiem.
Ukłon dla J. która uraczyła mnie ważkowym do usznym ozdobnikiem. Chętni by poznać cóż to było zaproszeni do pooglądania.
Mimo wzmożonych prac i przed jarmarkowej gonitwy kilka smakowitości powstało.
Dalej z serii: 'nie wymagające pieczenia'.
Dalej z serii: 'nie wymagające pieczenia'.
Podpowiadany przez znajomych przepis na ciasto z budyniem na soku pomarańczowym z delicjami - znaleziony także w sieci (zmodyfikowany - zamiast pieczenia biszkoptowego spodu rozłożyłam szczelnie biszkopty)
| faza wstępna |
| efekt końcowy |
Polecam - bo budyń na soku jest zaskakujący:)
Kolejnym tworem - tym razem dla fanów białej czekolady są trufle:
Tymi słodkościami ośmielam się zakończyć moje nieco za długie OpowieściDziwnejTreści.
PS. W niedalekiej przyszłości ujawnię jakie to wytwory skrzydeł stanowiły moją skromną kolekcję ;)
sobota, 12 lutego 2011
SOBOTNIE PIŻAMOWANIE
Uwielbiam takie weekendy kiedy mam możliwość piżamować do południa.
I dziś to była właśnie taka sobota.
Niby termin egzaminu - ale dopiero o godzinie 16 :)
Porankowe olśnienie blaskiem słońca przebijający przez zasłonięte okno wprawiło mnie w bardzo! dobry humor! Wstałam więc bez marudzenia już! koło 9 :) Nie jest to równoznaczne z ubraniem się i pościeleniem łóżka. O nie!
Postanowiłam na śniadanie zrobić sobie przypominającą dzieciństwo kaszę mannę czy jak kto woli - manną. Uwielbiam ją z malinowym syropem :)
Widać na zdjęciu ową piżamę, kaszkę i górę notatek - cóż sesja trwa.
Po dzisiejszym egzaminie mogę jedynie powiedzieć, że spotkałam się pierwszy raz z tak... powiedzmy... 'nieprofesjonalnie' przygotowanym testem. Zobaczymy. Nie ma co wyrokować - jutro kolejny egzamin.
Dołączam się także do zabawy fotograficznej w Art-Piaskownicy. Choć nie dysponuję żadną ciekawą podłogą, ani dziecięcymi stopami... to jednak się upieram i dołączam:
Wracam do notatek, bo na jutrzejszy egzamin także nieco muszę jeszcze doczytać.
pozdrawiam-
ważka w trybie sesyjnym
I dziś to była właśnie taka sobota.
Niby termin egzaminu - ale dopiero o godzinie 16 :)
Porankowe olśnienie blaskiem słońca przebijający przez zasłonięte okno wprawiło mnie w bardzo! dobry humor! Wstałam więc bez marudzenia już! koło 9 :) Nie jest to równoznaczne z ubraniem się i pościeleniem łóżka. O nie!
Postanowiłam na śniadanie zrobić sobie przypominającą dzieciństwo kaszę mannę czy jak kto woli - manną. Uwielbiam ją z malinowym syropem :)
Widać na zdjęciu ową piżamę, kaszkę i górę notatek - cóż sesja trwa.
Po dzisiejszym egzaminie mogę jedynie powiedzieć, że spotkałam się pierwszy raz z tak... powiedzmy... 'nieprofesjonalnie' przygotowanym testem. Zobaczymy. Nie ma co wyrokować - jutro kolejny egzamin.
Dołączam się także do zabawy fotograficznej w Art-Piaskownicy. Choć nie dysponuję żadną ciekawą podłogą, ani dziecięcymi stopami... to jednak się upieram i dołączam:
Wracam do notatek, bo na jutrzejszy egzamin także nieco muszę jeszcze doczytać.
pozdrawiam-
ważka w trybie sesyjnym
niedziela, 6 lutego 2011
NADRABIAM ZALEGŁOŚCI CZ II
Tak, dziś druga część zaległości. Te są nawet nieco starsze - bo Mikołajowe jeszcze, aż wstyd się przyznać ;) ale nie wszędzie Mikołaj miał łatwą drogę dotarcia...
I dopiero dziś zostały rozdane:
Gra planszowa - popularnie zwana 'Chińczykiem'. Zrobiona w całości przeze mnie (poza kostką do gry - bo jak dziś ustalaliśmy mogłaby być nieco przekłamana)
Jak widać pionki ulepione są z masy termoutwardzalnej 'fimo'. Każda z obdarowanej czwórki osób ma szczególnie do siebie dobrany komplet 'pionków'. Plansza w ulubionym kolorze;) Mocno symboliczne - co tu dużo mówić.
Kolejny prezent już bardziej filcowy - broszka:
Nie jest ona mego pomysłu. Pewnikiem gdzieś podpatrzona. Gdzieś zawężę wyłącznie do blogów widocznych po prawej stronie pod hasłem: filcowo.
Kolejne całkiem już filcowe:
Frywolny komplet czarno-czerwony, dla M.
Breloczkowy ochraniacz na klucze - dla głowy Rodziny MMS-ów - M.
i ostatni prezent to ścianowy ozdobnik - może nad łóżeczko małego Stasia:
I to tyle z prezentów nie wręczonych - do dziś ;)
Ostatnia zaległość to kulinarne odkrycie: kulki ze skondensowanego mleka
PRZEPYSZNE i nie wymagają piekarnika. Zgodnie z tym co napisała Autorka dobrze jest je zamrozić. Naprawdę nabierają wtedy innego smaku. Ja część zrobiłam zgodnie z poleceniem. Drugą połowę jednak chciałam dla złamania słodkości zalać nieco gorzką czekoladą - z otartą skórką pomarańczy. Jednak nie udało mi się w czeluściach internetu znaleźć przepisu na takową (no poza 'kup gorzką czekoladę i rozpuść w garnuszku') więc była owszem pomarańczowa ale i słodka - niemiłosiernie. Ale po zamrożeniu jest Świetna!!!
Polecam!
Tyle. Mam już bardzo, bardzo mało zaległości :) albo i możliwości by je sfotografować i jeszcze je pokazać.
Zatem obiecuję - kolejne to już nowe prace.
Dobrej nocy >|<
I dopiero dziś zostały rozdane:
Gra planszowa - popularnie zwana 'Chińczykiem'. Zrobiona w całości przeze mnie (poza kostką do gry - bo jak dziś ustalaliśmy mogłaby być nieco przekłamana)
Jak widać pionki ulepione są z masy termoutwardzalnej 'fimo'. Każda z obdarowanej czwórki osób ma szczególnie do siebie dobrany komplet 'pionków'. Plansza w ulubionym kolorze;) Mocno symboliczne - co tu dużo mówić.
Kolejny prezent już bardziej filcowy - broszka:
Nie jest ona mego pomysłu. Pewnikiem gdzieś podpatrzona. Gdzieś zawężę wyłącznie do blogów widocznych po prawej stronie pod hasłem: filcowo.
Kolejne całkiem już filcowe:
Frywolny komplet czarno-czerwony, dla M.
Breloczkowy ochraniacz na klucze - dla głowy Rodziny MMS-ów - M.
i ostatni prezent to ścianowy ozdobnik - może nad łóżeczko małego Stasia:
I to tyle z prezentów nie wręczonych - do dziś ;)
Ostatnia zaległość to kulinarne odkrycie: kulki ze skondensowanego mleka
PRZEPYSZNE i nie wymagają piekarnika. Zgodnie z tym co napisała Autorka dobrze jest je zamrozić. Naprawdę nabierają wtedy innego smaku. Ja część zrobiłam zgodnie z poleceniem. Drugą połowę jednak chciałam dla złamania słodkości zalać nieco gorzką czekoladą - z otartą skórką pomarańczy. Jednak nie udało mi się w czeluściach internetu znaleźć przepisu na takową (no poza 'kup gorzką czekoladę i rozpuść w garnuszku') więc była owszem pomarańczowa ale i słodka - niemiłosiernie. Ale po zamrożeniu jest Świetna!!!
Polecam!
Tyle. Mam już bardzo, bardzo mało zaległości :) albo i możliwości by je sfotografować i jeszcze je pokazać.
Zatem obiecuję - kolejne to już nowe prace.
Dobrej nocy >|<
NADRABIAM ZALEGŁOŚCI
Mam tutaj masę zaległości - ale odwołując się do poprzedniego postu - nic się nie zmieniło. Do owego magisterskiego czasu doszedł jeszcze czas sesyjny...
Mimo wszystko jednak w całym tym wariactwie trochę czasu udaje się wyszarpnąć.
Na początek kulinarne twory:
znów mandarynkowo, więc znów odwołuję się do TEGO miejsca (przepis znaleziony)
ciastka genialne! i można nabyć ciekawej umiejętności - ścierania skórki z mandarynki;)
W między czasie powstały także naleśniki ze szpinakiem z sosem z sera pleśniowego - celowe jest umieszczenie tak rozbudowanej nazwy ponieważ z jej całej dla mnie rzecz jadalna kryje się wyłącznie ze słowem naleśniki - o jakież było moje zdumienie gdy okazało się inaczej. Ja zamiast sera rokpol dodałam błękitny 'lazur'. Zdjęć niestety nie mam - te rozgrywki niestety przegrał Zygmunt - bo jak wiadomo z głodem wygrywa tylko znany serek;)
Kolejne powstały pączki:
trudno je jednak do końca nazwać pączkami bo eksperymentów było jeszcze za mało. Trzeba robić je zdecydowanie grubsze - podwójne kółka najlepiej jest nakładać. Smakują bardzo podobnie do pączków wiedeńskich i są naprawdę łatwe do wykonania. Polecam.
Dalej także będzie twórczo choć... nie kulinarnie.
Powstał kolejny z bohaterów ulicy sezamkowej - ELMO:
za jakość zdjęć odpowiadam ja - i potwornie wczesny świt kiedy je robiłam ;) Kolejnych zrobić nie mogę bo oddaliły się znacząco:)
Z twórczych rzeczy mogę pokazać jeszcze tylko około podróżnicze twory:
otóż wróciłam do robienia na drutach na nowo zachęcona powyższym pismem. Ciekawym jest że o jego pojawieniu się na rynku nie wiem z TV jak większość świata;) tylko z blogów - akcja była szybka i udało się jeszcze w kioskach znaleźć. Tworów powstało kilka powyższe to dość praktyczne wykorzystanie koniecznej według autorów pisma - próbki. Ja zrobiłam próbkę i przerobiłam na telefonowy ocieplacz ;) Nad kolejnymi numerami mocno się zastanawiam bo cena rośnie - jak to zwykle bywa. Kusi mnie jednak nauka nowych ściegów... zobaczy się.
Na koniec tylko dla wytrwałych zostawiam raport z odbytej podróży. Miejsce dość dziwne na zimowe odpoczywanie od biegnącego czasu - ale latem to już zupełnie sobie nie wyobrażam.
Bywa że cieszę się z posiadania Rodziny nieco oddalonej (jeśli o trzystu kilometrach można mówić NIECO).
Poniższe zdjęcia to swego rodzaju tradycja - Pan Ktoś - podróżnik! Poznał już niemal wszystkie większe miasta Polski;)
kilka zaskoczeń i zachwytów:
Na dowód że tam byłam:) pierwszy chyba raz na zamarzniętym plażowym piasku:
A na koniec moja towarzyszka dworcowego oczekiwania - choć pewnie bardziej towarzyszyła ciastku które zjadałam niż mnie... ale jednak:
Mam jeszcze sporo zaległości. Masę prac do pokazania. Naprawdę nie próżnuję - choć czas na obróbkę i napisanie kilku zdań przychodzi jako ostatni.
Ciepły uścisk dla wszystkich którym udało się dotrwać do końca.
Mimo wszystko jednak w całym tym wariactwie trochę czasu udaje się wyszarpnąć.
Na początek kulinarne twory:
znów mandarynkowo, więc znów odwołuję się do TEGO miejsca (przepis znaleziony)
ciastka genialne! i można nabyć ciekawej umiejętności - ścierania skórki z mandarynki;)
W między czasie powstały także naleśniki ze szpinakiem z sosem z sera pleśniowego - celowe jest umieszczenie tak rozbudowanej nazwy ponieważ z jej całej dla mnie rzecz jadalna kryje się wyłącznie ze słowem naleśniki - o jakież było moje zdumienie gdy okazało się inaczej. Ja zamiast sera rokpol dodałam błękitny 'lazur'. Zdjęć niestety nie mam - te rozgrywki niestety przegrał Zygmunt - bo jak wiadomo z głodem wygrywa tylko znany serek;)
Kolejne powstały pączki:
trudno je jednak do końca nazwać pączkami bo eksperymentów było jeszcze za mało. Trzeba robić je zdecydowanie grubsze - podwójne kółka najlepiej jest nakładać. Smakują bardzo podobnie do pączków wiedeńskich i są naprawdę łatwe do wykonania. Polecam.
Dalej także będzie twórczo choć... nie kulinarnie.
Powstał kolejny z bohaterów ulicy sezamkowej - ELMO:
za jakość zdjęć odpowiadam ja - i potwornie wczesny świt kiedy je robiłam ;) Kolejnych zrobić nie mogę bo oddaliły się znacząco:)
Z twórczych rzeczy mogę pokazać jeszcze tylko około podróżnicze twory:
otóż wróciłam do robienia na drutach na nowo zachęcona powyższym pismem. Ciekawym jest że o jego pojawieniu się na rynku nie wiem z TV jak większość świata;) tylko z blogów - akcja była szybka i udało się jeszcze w kioskach znaleźć. Tworów powstało kilka powyższe to dość praktyczne wykorzystanie koniecznej według autorów pisma - próbki. Ja zrobiłam próbkę i przerobiłam na telefonowy ocieplacz ;) Nad kolejnymi numerami mocno się zastanawiam bo cena rośnie - jak to zwykle bywa. Kusi mnie jednak nauka nowych ściegów... zobaczy się.
Na koniec tylko dla wytrwałych zostawiam raport z odbytej podróży. Miejsce dość dziwne na zimowe odpoczywanie od biegnącego czasu - ale latem to już zupełnie sobie nie wyobrażam.
Bywa że cieszę się z posiadania Rodziny nieco oddalonej (jeśli o trzystu kilometrach można mówić NIECO).
![]() |
| na dobry początek - by było jasne gdzie mnie poniosło |
Poniższe zdjęcia to swego rodzaju tradycja - Pan Ktoś - podróżnik! Poznał już niemal wszystkie większe miasta Polski;)
kilka zaskoczeń i zachwytów:
![]() |
| bezkresem |
![]() |
| niezwykłością kamienic |
![]() |
| niby zwykły płot... a jednak... może to sposób na niewielki retusz faktu iż w centrum miasta są dość dziwne prace budowlane |
![]() |
| kolor! nie mogłam się oprzeć |
A na koniec moja towarzyszka dworcowego oczekiwania - choć pewnie bardziej towarzyszyła ciastku które zjadałam niż mnie... ale jednak:
Mam jeszcze sporo zaległości. Masę prac do pokazania. Naprawdę nie próżnuję - choć czas na obróbkę i napisanie kilku zdań przychodzi jako ostatni.
Ciepły uścisk dla wszystkich którym udało się dotrwać do końca.
Subskrybuj:
Posty (Atom)





















