dni mijają
urlopuję
było kilka chwil we Wrocławiu.
Mieście do którego tak chętnie wracam wspomnieniami. Inny świat.
Wrocław był wpisany w podróż autostopową którą odbyłyśmy kiedyś z Koleżanką po Polsce. Kilka miast. Każda z nas wybierała jakieś jej bliskie. Wtedy to byłam we Wrocławiu po raz pierwszy. Później jeszcze dwa razy - także stopem i także bez "standardowego" nocowania. Tym razem było jednak inaczej. Zarezerwowany z wyprzedzeniem bilet w PolskimBusie (polecam!). Rezerwacja w Hostelu (Absynt - też polecam) - także z wyprzedzeniem... Chyba nadchodzi starość albo stabilizacja, albo...
I Wrocław... ciągle piękny. Z nieco innej strony, na spokojnie - piękny!
No i "Jacek i Agataka":)
teraz szydełkuję
sowy robię na potęgę - ciągle z torbą sowią walczę
filmów masę oglądam - bo jak szydełko to film w tle
ale niebawem wyczekany projekt zaczynam
później w głowie plan na kolejne już zmalowany...
nie nudzę się i nie próżnuję
więcej mam "rozgrzebanych" projektów
lista "rzeczy do zrobienia na kiedyś" rozrosła się okropnie a niewiele z niej ubywa
święta idą to i prac trochę więcej do zrobienia
dni mijają
czekam... tak, chyba czekam powrotu do pracy... taki urlop...
pozdrawiam zaszydełkowana
w.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą betonowy las. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą betonowy las. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 3 listopada 2013
środa, 23 listopada 2011
PÓŹNĄ NOCĄ
Słów kilka późną nocą...
trochę na usprawiedliwienie, trochę by podzielić się tym co kłębi się w głowie.
Ostatnie dni jakby wycięte z życia... zabrane... albo właśnie - dane... wklejone w inne, bardziej obce życie. Pięć dni Festiwalu. Festiwalu, który także w tym roku był moim udziałem - od kuchni. Zachwyt - ludźmi!!!! Bo ciągle na nowo wraca wiara, że są tacy którzy są gotowi zostawić wszystko i podążać za pragnieniem, marzeniem... ech... Zachwyt ich pięknymi, szalonymi pomysłami na podróże.
A ja... ja podróżuję po mym mieście. Nie pamiętam kiedy ostatnio tak wiele podróżowałam z krańców Betonowego Lasu na jego drugi kraniec. I szczerzę się straszliwie na myśl, o byciu posiadaczem migawki na wszystkie linie (biletu miesięcznego ;)) - tak wiele daje mi swobody i nie ogranicza :) Zwykły bilet...
I mimo, że podróżuję w mpk, jakoś nie tworzę za wiele w środkach komunikacji miejskiej, dość dziwne to - trochę czytam, i co niezwykłe słucham muzyki - rzadkie to u mnie - bardzo.
A twórczo... jak się rozglądam po mych maleńkich czterech ścianach, to wokół wszędzie coś 'rozgrzebane'. Druty oplotły się czerwonym winem; szydełko zaginęło w fioletach - w całej po brzegi wypchanej fioletami skrzyni; czółenko frywolnie plącze się z białą nicią (wstęp do grudnia ;)); w maleńkie kawałki kanwy wplatają się wariackie kolory muliny, tworząc dzieło sztuki w miniaturze (2cm :)); na stoliku ozdobny papier - ciągle stuka mnie w głowę myślą: "OBIECAŁAŚ!"; a pod stolikiem czyha worek pachnący drewnem, po brzegi wypełniony akrylowymi kolorami; jesiennymi kolorami mrugają do mnie filcowe kule... i jak się tak rozglądam to myślę: dobrze, że kwiaty na parapecie żyją swoim życiem, bo inaczej - też by pewnie były w rozsypce.
Dlatego też, trzeba to wszystko jakoś ogarnąć. Pomysły roją się niczym mrówki wygrzewające się w słonku - im jednak praca postępuje znacznie szybciej, niż mnie. A pomysły same się nie zrealizują... uciekną najprędzej - niestety.
Ufam jednak, że ten tydzień - jego druga połowa spokoju i pokoju trochę przyniesie... Choć tego można oczekiwać dopiero gdzieś koło poniedziałku - losy moje ważą się w Firmie pewnej... czekam zaciskając bezwładne już (z niedokrwienia) kciuki. Dobrze, że klawiatura wymaga ich gotowości do działania.
Pozdrawiam - zaglądaczy, co widać - blogi obserwuję - rytuał dnia jest niezmienny.
w.
trochę na usprawiedliwienie, trochę by podzielić się tym co kłębi się w głowie.
Ostatnie dni jakby wycięte z życia... zabrane... albo właśnie - dane... wklejone w inne, bardziej obce życie. Pięć dni Festiwalu. Festiwalu, który także w tym roku był moim udziałem - od kuchni. Zachwyt - ludźmi!!!! Bo ciągle na nowo wraca wiara, że są tacy którzy są gotowi zostawić wszystko i podążać za pragnieniem, marzeniem... ech... Zachwyt ich pięknymi, szalonymi pomysłami na podróże.
A ja... ja podróżuję po mym mieście. Nie pamiętam kiedy ostatnio tak wiele podróżowałam z krańców Betonowego Lasu na jego drugi kraniec. I szczerzę się straszliwie na myśl, o byciu posiadaczem migawki na wszystkie linie (biletu miesięcznego ;)) - tak wiele daje mi swobody i nie ogranicza :) Zwykły bilet...
I mimo, że podróżuję w mpk, jakoś nie tworzę za wiele w środkach komunikacji miejskiej, dość dziwne to - trochę czytam, i co niezwykłe słucham muzyki - rzadkie to u mnie - bardzo.
A twórczo... jak się rozglądam po mych maleńkich czterech ścianach, to wokół wszędzie coś 'rozgrzebane'. Druty oplotły się czerwonym winem; szydełko zaginęło w fioletach - w całej po brzegi wypchanej fioletami skrzyni; czółenko frywolnie plącze się z białą nicią (wstęp do grudnia ;)); w maleńkie kawałki kanwy wplatają się wariackie kolory muliny, tworząc dzieło sztuki w miniaturze (2cm :)); na stoliku ozdobny papier - ciągle stuka mnie w głowę myślą: "OBIECAŁAŚ!"; a pod stolikiem czyha worek pachnący drewnem, po brzegi wypełniony akrylowymi kolorami; jesiennymi kolorami mrugają do mnie filcowe kule... i jak się tak rozglądam to myślę: dobrze, że kwiaty na parapecie żyją swoim życiem, bo inaczej - też by pewnie były w rozsypce.
Dlatego też, trzeba to wszystko jakoś ogarnąć. Pomysły roją się niczym mrówki wygrzewające się w słonku - im jednak praca postępuje znacznie szybciej, niż mnie. A pomysły same się nie zrealizują... uciekną najprędzej - niestety.
Ufam jednak, że ten tydzień - jego druga połowa spokoju i pokoju trochę przyniesie... Choć tego można oczekiwać dopiero gdzieś koło poniedziałku - losy moje ważą się w Firmie pewnej... czekam zaciskając bezwładne już (z niedokrwienia) kciuki. Dobrze, że klawiatura wymaga ich gotowości do działania.
Pozdrawiam - zaglądaczy, co widać - blogi obserwuję - rytuał dnia jest niezmienny.
w.
niedziela, 17 lipca 2011
Z GŁOWĄ W CHMURACH cd...
Myśli coraz więcej...
Pragnień jakby przybywa i ciągłe kołatanie czy je zrealizuję czy... czy może znów będzie jak zawsze...
By uzupełnić poprzednie marzeniowe rozważania zapraszam do poczytania ostatnich opowieści z betonowego lasu.
Pozdrawiam i wracam do pisania.
Pragnień jakby przybywa i ciągłe kołatanie czy je zrealizuję czy... czy może znów będzie jak zawsze...
By uzupełnić poprzednie marzeniowe rozważania zapraszam do poczytania ostatnich opowieści z betonowego lasu.
Pozdrawiam i wracam do pisania.
niedziela, 10 lipca 2011
SOBOTNIE SŁOŃCA CHWYTANIE
Słoneczne dni to nie wiedzieć czemu rzadkość tegorocznych wakacji. Każdy kawałek słońca usiłuję chwytać.
Tak było także wczoraj - bo słońce za oknem bardzo! kusiło by z domu wyruszyć. A że teraz w Betonowym Lesie mieszkam w niedalekiej bliskości lasu - ruszyłam więc na rowerowe (szczęśliwie kolejne w tym roku) wędrowanie z zapachem igliwia :)
Uwielbiam te miejsca gdzie z dusznej piaszczystej drogi wjeżdża się w chłód lasu :)
Kilka zdjęć - bo Zygmunt ze mną był.

Zatem było twórczo i słonecznie:) ale i aktywnie - bo rowerowo.
Ta niewielka cisza powodowana była także tym że słońce usiłowałam chwytać także w dalszych lasach - tam jednak słońce nie dopisało. A była to maleńka sentymentalna podróż - kilka wakacyjnych tygodni udało się tam dotąd spędzić. Ech... Zygmunta nigdy tam ze mną nie było - i tym razem został w domu zatem zdjęć nie ma :(
I na okoliczność nowego miesiąca:
Pomysł na... wakacyjne kolczyki hand made
>|<
Tak było także wczoraj - bo słońce za oknem bardzo! kusiło by z domu wyruszyć. A że teraz w Betonowym Lesie mieszkam w niedalekiej bliskości lasu - ruszyłam więc na rowerowe (szczęśliwie kolejne w tym roku) wędrowanie z zapachem igliwia :)
Uwielbiam te miejsca gdzie z dusznej piaszczystej drogi wjeżdża się w chłód lasu :)
Kilka zdjęć - bo Zygmunt ze mną był.

Były też szydełka, frywolitkowe czółenko i garść cekinów :)
Zatem było twórczo i słonecznie:) ale i aktywnie - bo rowerowo.
Ta niewielka cisza powodowana była także tym że słońce usiłowałam chwytać także w dalszych lasach - tam jednak słońce nie dopisało. A była to maleńka sentymentalna podróż - kilka wakacyjnych tygodni udało się tam dotąd spędzić. Ech... Zygmunta nigdy tam ze mną nie było - i tym razem został w domu zatem zdjęć nie ma :(
I na okoliczność nowego miesiąca:
Pomysł na... wakacyjne kolczyki hand madeKolczyki prezentowane w tym numerze pod względem samej użytej techniki podobne są do decoupage, ale można je wykonać nieco mniej specjalistycznymi środkami (dzięki czemu nieco tańsze). Mam nadzieję, że przedstawiony poniżej bardzo prosty...
©2011 LIBERTAS.PL
>|<
poniedziałek, 6 czerwca 2011
ZACHWYT
...sobotnim niebem nad Betonowym Lasem i jego księżycem :)
zasadzonymi kilka dni temu ziołami - bazylia, tymianek, majeranek.
(do dziś niestety przetrwała tylko bazylia-ale nie poddaję się!)
uśmiechem dziecka....
(zachowując prywatność uśmiechu -bez zdjęcia ;))
i tym fragmentem:
Pozdrawiam, za odwiedziny dziękując ;)
>|<
PS. Nowy miesiąc, nowy numer... nowy pomysł na...
Pomysł na... ceramiczne magnesy na lodówkęKolejny „pomysł na” to pomysł na samodzielnie wykonane ceramiczne magnesy na lodówkę, czy raczej na lodówkowe podtrzymywacze. Gdy planowałam, cóż pojawi się w kolejnym „pomyśle na…”, stawiałam na wiosenne wariacko kolorowe ozdobniki.
zasadzonymi kilka dni temu ziołami - bazylia, tymianek, majeranek.
(do dziś niestety przetrwała tylko bazylia-ale nie poddaję się!)
uśmiechem dziecka....
(zachowując prywatność uśmiechu -bez zdjęcia ;))
i tym fragmentem:
W klasy gra się małym kamyczkiem, który należy popychać czubkiem buta. Elementy gry: chodnik, kamyczek, but i piękny rysunek kredą, najchętniej kolorową. Na górze jest Niebo, na dole jest Ziemia, trudno jest trafić kamyczkiem w Niebo, prawie zawsze źle się jakoś obliczy i kamyk wylatuje poza rysunek. Powoli jednak nabiera się zręczności koniecznej, by przechodzić z jednego kwadratu do drugiego, i któregoś dnia może się uda wyjść z Ziemi i przenieść kamyczek do samego Nieba. [...] Julio Cortázardawno już chciałam przeczytać - ale jakoś na opak zawsze teraz szukam antykwarycznej wersji :)
Pozdrawiam, za odwiedziny dziękując ;)
>|<
PS. Nowy miesiąc, nowy numer... nowy pomysł na...
Pomysł na... ceramiczne magnesy na lodówkęKolejny „pomysł na” to pomysł na samodzielnie wykonane ceramiczne magnesy na lodówkę, czy raczej na lodówkowe podtrzymywacze. Gdy planowałam, cóż pojawi się w kolejnym „pomyśle na…”, stawiałam na wiosenne wariacko kolorowe ozdobniki.©2009 LIBERTAS.PL
Subskrybuj:
Posty (Atom)



