wtorek, 28 stycznia 2014

ZMOGŁA MNIE CHOROBA

i ma to także swoje dobre strony:)
Pomyślałam sobie że napiszę wreszcie coś na blogu:)
Pomysłów od dłuższego czasu miałam kilka ale jakoś ciągle brakowało wystarczającej motywacji by od chęć przejść do czynów. Teraz się zebrałam!

Chcę zacząć od mojego wielkiego osobistego sukcesu rękodzielniczego :)
Otóż około rok temu - mniej więcej po ukazaniu się tego posta. Moja znajoma poprosiła bym zrobiła dla niej torbę. Początkowo ochoczo się zgodziłam. Po zamówieniu odpowiednich kolorków, po wstępnej wycenie i ustaleniu jakiś zasad już nieco bardziej przestraszona siadłam do pracy.
Ogromnie długo to wszytko trwało. Bardzo wiele godzin spędziłam na pruciu i kombinowaniu jak to zrobić by było dobrze. Bo zdecydowałam, że nie będę korzystać z dostępnego wzoru tylko będę się oryginałem inspirować. Ostatecznie torba jest całkiem inna. Sów jest cała masa :) Bo wybrana prze ze mnie mieszanka bawełny i jakiegoś plastiku:) nie dały satysfakcjonującej wielkości torby przy czterech sowach na stronie.
Później było trochę zmian konsultowanych z przyszłą właścicielką. Nawet wersja którą zaprezentuję na zdjęciach nie jest efektem końcowym.

Ale do rzeczy:



uchwyty/rączki w końcowej wersji wyglądały o niebo lepiej !



Oto wynik kilku bardzo długich miesięcy kombinowania i prucia. Prawdą jest że nie była to jedyna rzecz która powstała przez te miesiące. Nie było czasowego ciśnienia. Życie biegło swoim torem... robiłam także inne projekty. O nich może w następnym chorobowym poście ;)
Najtrudniej było gdy sądziłam że jestem już o krok od końca a pojawiał się jakiś kłopot i trzeba było go jeszcze długo rozwiązywać.
Dziś już wiem jak należy zrobić taką torbę :) i mimo że wyzwanie przed którym stanęłam nie było łatwe - ogromnie się cieszę że się udało!

w.

Tym którzy mimo mej długiej nieobecności zaglądają : wielki wieczorny :* że jesteście! :)

niedziela, 3 listopada 2013

...

dni mijają
urlopuję
było kilka chwil we Wrocławiu.
Mieście do którego tak chętnie wracam wspomnieniami. Inny świat.
Wrocław był wpisany w podróż autostopową którą odbyłyśmy kiedyś z Koleżanką po Polsce. Kilka miast. Każda z nas wybierała jakieś jej bliskie. Wtedy to byłam we Wrocławiu po raz pierwszy. Później jeszcze dwa razy - także stopem i także bez "standardowego" nocowania. Tym razem było jednak inaczej. Zarezerwowany z wyprzedzeniem bilet w PolskimBusie (polecam!). Rezerwacja w Hostelu (Absynt - też polecam) - także z wyprzedzeniem... Chyba nadchodzi starość albo stabilizacja, albo...
I Wrocław... ciągle piękny. Z nieco innej strony, na spokojnie - piękny!
No i "Jacek i Agataka":)
teraz szydełkuję
sowy robię na potęgę - ciągle z torbą sowią walczę
filmów masę oglądam - bo jak szydełko to film w tle
ale niebawem wyczekany projekt zaczynam
później w głowie plan na kolejne już zmalowany...
nie nudzę się i nie próżnuję
więcej mam "rozgrzebanych" projektów
lista "rzeczy do zrobienia na kiedyś" rozrosła się okropnie a niewiele z niej ubywa
święta idą to i prac trochę więcej do zrobienia

dni mijają
czekam... tak, chyba czekam powrotu do pracy... taki urlop...

pozdrawiam zaszydełkowana
w.

sobota, 14 września 2013

zmiany

widać ich już teraz kilka
kilka jeszcze przede mną
przed jesienią trochę porządkowania bloga
głównie dzięki tym postom 

sobota, 13 lipca 2013

WRÓCIŁAM...

...nie dam głowy że do blogowania. Ale bez wątpienia do domu (czy miejsca w którym mieszkam). Do betonowego lasu - bez wątpienia. Z prawdziwego zielonego, iglastego i "cichego" lasu.
Cichy był tylko umownie. Byłam otoczona ogromem dźwięków.

Po powrocie we własne cztery kąty nabrałam chęci do napisania. Większej niż przez ostatnie trzy miesiące ;)
Zatem - siadam i piszę.
Co się tworzy?
Wróciłam do szydełkowego kocyka (bo to był doskonały robótkowy twór w podróż). Myślę że jestem już coraz bliżej kresu... cierpliwości do niego, nie samego kocyka.
Tworzy się też ogromną ilość przeróżnych szydełkowych pokrowców na telefony. :)
Stale w tworzeniu jest także pasek do aparatu wyszywany krzyżykami.
Tworzy się dziecięcy, chłopięcy kocyk... długa! droga.
Tworzy się też szydełkowa sowia torba - widać kres!!!
Masę dwukolorowych ramek tworzę także - jako prezent na nowe mieszkanie dla M.

Zrobił się odłożony kiedyś komin w ażurowy wzór (po zrobieniu trzech, czwarty czekał BARDZO długo na ukończenie)

Do wszystkiego "doskakuje" jak trafia się jakaś możliwość.
Najczęściej jednak wygrywa szydełko - w różnych odsłonach. Ostatnio najbardziej mnie cieszą twory które dają szybko radość z efektu końcowego.

Po tygodniu w zimnej dziczy spodziewam się kurowania w domu - niestety odchoruję pewnie ten wywczas. Zatem może lista powyższych "rozgrzebanych" tworów nieco zmaleje.
A może zrobię porządek na blogu? jakaś nowa odsłona? a może wystarczy mu więcej życia? :)
Nic nie obiecuję...

Ściskam, słońca życzę!!!


zachwyt!
dziękuję A.

wtorek, 2 kwietnia 2013

WYNIKI CANDY

Oto stało się.
Po wielu próbach - bo moje losowanie to odwrotność tradycyjnego. Do pojemnika musi wpaść JEDEN tylko los.
Losy były maleńkie - więc i pojemnik był taki (świecznik).
Jeden los - jedna osoba wyrażająca chęć otrzymania ocieplacza, która spełniła warunki.
Komora losująca jest pełna.


Losowań nie było końca (bo to sztuką jest by utrafił się tylko jeden świsteczek).
A efekt końcowy wygląda tak:
by była jasność dodam, że przestrzeń poza komorą losującą po losowaniu ułożyłam sama.


 Przestrzeń wewnątrz komory losującej - nieco bliżej...
 a jeśli ktoś ma kłopot z oceną jaki napis jest na świsteczku oto on:
madeleine hand made 
Zwyciężczynię proszę o mail ze szczegółami wyglądu, koloru i motywu jaki ma się pojawić na otulaczach.
A także o adres na który ową przesyłkę mam słać.
A później o chwilę cierpliwości - bym mogła dokonać dzieła zgodnie z życzeniem.
(na zdjęciach z baneru jest otulaczowa sowa - ale jestem otwarta na inne pomysły)


Nocy dobrej,

w.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...